Kiedy dzieci w naszych oczach stają się niegrzeczne.

01.04.2016

Kiedy dzieci w naszych oczach stają się niegrzeczne.

Mapa nie jest terenem.

Określanie dzieci mianem „grzecznych”, „niegrzecznych”, „śmiałych”, „nieśmiałych”, „agresywnych”, „wycofanych” budzi we mnie wiele emocji. Po pierwsze dlatego, że powyższe określenia są ocenami. Stosując tego typu określenia, oceniamy nie tylko zachowanie dziecka – ale dziecko jako całość, jego całą osobę. Co więcej, podstawą takich ocen są z reguły pojedyncze zachowania - konkretne, zamknięte w czasie działania, które niestety dzięki ocenie, zaczynają żyć swoim własnym życiem, trwając w umysłach dorosłych i dzieci dłużej niż zachowanie, i co gorsza, “nie odklejają” się tak łatwo. Po drugie dlatego, że ocenianie dzieci jest taką metodą wywierania wpływu, która w zamierzeniu ma je zmotywować do zmiany. Takie jest założenie. Niefortunnie się składa, że stosowanie oceniających określeń zupełnie pomija perspektywę dziecka – etap rozwoju, stan emocjonalny, potrzeby, umiejętności, motywy działania, moment w ciągu dnia (wyspanie, niewyspanie), etc.

Uderzyłeś kolegę – jesteś niegrzeczny”. „Zabrałeś mu zabawkę – jesteś niegrzeczny”. „Nie wypełniłeś polecenia nauczyciela – jesteś nieposłuszny”, „rozłożyłeś zabawkę na części pierwsze – nie szanujesz zabawek”, „nie chciałeś leżakować – jesteś nadpobudliwy”, „ugryzłeś – jesteś agresywny”, „nie chciałeś, mimo sugestii podejść do koleżanki i zaprosić ją do zabawy – jesteś nieśmiałykręciłeś się na stołku – jesteś niespokojny, zdekoncentrowany”,etc. Problem z “niegrzecznością” i innymi określeniami tego typu, mam także dlatego, że taki sposób oceniania dzieci w ogóle jeszcze jest w użyciu (i mam czasem wrażenie, że ma się dobrze). Jest w nas dorosłych taki mechanizm, że doświadczając zachowania dzieci, które z różnych powodów dla nas są utrudnieniem, stwierdzamy, że to z dzieckiem jest coś nie tak. Odnoszę także wrażenie, że ten “mechanizm” ma charakter globalny, bo kiedy nawet zachowanie osoby dorosłej wywołuje w nas dorosłych nieprzyjemne emocje, również zdarza się, że automatycznie mówimy o kimś, że jest irytujący. Sytuacja z dziećmi jest o tyle „nierówna”, że dzieci mają zdecydowanie mniej możliwości chronić się przed taką oceną i jej konsekwencjami.

Co może dziać się w dziecku, które słyszy, że jest niegrzeczne?

Dziecko, które słyszy o sobie taką informację, dowiaduje się na przykład, że jest „złe”, lub że „coś z nim jest nie tak”. Może sobie również pomyśleć, że osoba, która wypowiada te słowa go „nie lubi”, że go odrzuca. Albo, że zachowanie, które właśnie „zaprezentował” jest złe. Z pewnością konsekwencją takich słów są nieprzyjemne dla dziecka emocje – smutek, niepokój, rozdrażnienie, frustracja, wstyd, poczucie krzywdy a nawet złość. Najsmutniejsze jest jednak to, że taki komunikat często powtarzany w obecności dziecka wpływa na to, jak ono o sobie później będzie myślało, zwłaszcza w sytuacji gdy zrobi coś, co nie spotka się z aprobatą drugiej osoby. Oceniającą reakcję dorosłego z reguły poprzedza zachowanie dziecka. Ktoś zabrał mu zabawkę – więc spróbowało ją odzyskać. Ktoś go popchnął – oddał. W momencie zmęczenia/zdenerwowania/radości podbiegł do dziecka/dorosłego i je/go ugryzł. To są konkretne zachowania, za którymi kryją się bardzo realne dla dziecka problemy, trudności, emocje i potrzeby.

Kiedy rozmawiam z rodzicami i nauczycielami na temat „problematycznych zachowań dzieci”, jedno z pierwszych pytań, które im zadaję dotyczy tego, czy dziecko potrafi zachować się inaczej? Czy kiedy jest zdenerwowane potrafi poradzić sobie z emocjami inaczej niż poprzez krzyk lub uderzenie? Czy kiedy zabrano mu zabawkę potrafiło zareagować słowami zamiast przechodzić od razu do czynów? Bardzo często dowiadujemy się wtedy oboje, że... nie potrafi. A może nie potrafić, bo:

  • ma dopiero np. 2,5 (3,5 lub 4,5) roku,
  • jeszcze nie mówi dobrze, lub nie potrafi mówić o swoich uczuciach i potrzebach,
  • w tym wieku reakcje impulsywne są zupełnie naturalne,
  • to są jego początki budowania relacji z rówieśnikami,
  • i prawdę mówiąc, niewiele miał do tej pory okazji, żeby się nauczyć.

Kiedy dziecko, które nie potrafi inaczej, - zachowuje się w sposób trudny do przyjęcia dla dorosłego i innych dzieci - słyszy o sobie że „jest niegrzeczne” – może mieć poczucie, że jest nieakceptowane w tej swojej trudności, co powoduje jego dodatkowe cierpienie. „Nie dość, że zabrano mi zabawkę, którą próbowałem odzyskać, co mi się z resztą nie powiodło, to jeszcze dodatkowo dostaję za to karę”, - i to cierpienie, które zdaniem wielu dorosłych ma pomóc dziecku zachowywać się inaczej, paradoksalnie uniemożliwia mu dokonanie jakiegokolwiek działania, poza chronieniem siebie i podejmowaniem prób odzyskania dobrego zdania na swój temat.

Dlaczego dzieci, które słyszą, że są niegrzeczne, nie poprawiają swojego zachowania, albo robią to na krótko, by za chwilę wrócić do „złego zachowania”?

Po pierwsze dlatego, że sprawianie przykrości i odczuwanie cierpienia nie motywuje do zmiany. Pisali o tym Alfie Kohn („Wychowanie bez nagród i kar”) i Agnieszka Stein („Dziecko z bliska”). Po drugie dlatego, że kiedy dorosły skupia się wyłącznie na zachowaniu dziecka pomija jego perspektywę – emocje, potrzeby, które chciało poprzez to zachowanie zaspokoić, nie dając okazji dziecku do tego by samo mogło się czegoś o sobie dowiedzieć. Po trzecie dlatego, że kary nie uczą niczego, poza powstrzymywaniem się od określanych zachowań.

Po czwarte dlatego, że nam dorosłym czasem brakuje pomysłu na to, jak inaczej dziecko mogłoby zrealizować swoje cele. Więc trudno nam skupić się na szukaniu konstruktywnych alternatyw i/lub zachęceniu dziecka do zrobienia tego samego.

Zobaczyć sytuację oczami dziecka.

Kiedy przechodzę w rozmowie z rodzicami/nauczycielami do kwestii motywów działania dziecka, zdarza mi się słyszeć, że dziecko zachowało się w określony sposób „bez powodu”, lub że „chciało zwrócić na siebie uwagę” albo „że nie potrafi radzić sobie z emocjami”.

Pojawia się wtedy we mnie myśl, że ten powód zawsze jest, tylko my go jeszcze nie znamy.

Bardzo lubię myśleć o dorosłym w relacji z dzieckiem jako o trenerze lub coachu. Taki trener ma pewne narzędzia, świadomość, doświadczenie. Ale nie wie wszystkiego, na pewno nie wie lepiej niż dziecko. Natomiast, może pomóc mu odkryć jakie znaczenie dla samego dziecka miały jego zachowania. Jego zadaniem jest pomóc dziecku odkryć co ono przeżywa (jak to, co dzieje się z jego ciałem się nazywa?) i dlaczego właśnie to (jaką potrzebę chciało w ten sposób zaspokoić?).

Jesper Juul w książce „Życie w rodzinie” używa analogii przeniesionej prosto z ringu bokserskiego - mówi o tym, że dziecko potrzebuje mieć w rodzicu (chciałabym myśleć, że w każdym dorosłym pracującym z dzieckiem) sparingpartnera – kogoś, kto przez swoją obecność, przyjmowanie i odprowadzanie ciosów, towarzyszenie i pozwalanie dziecku na sprawdzanie swoich możliwości w różnych sytuacjach, bez „oddawania”, pomoże dziecku nauczyć się sztuki coraz dojrzalszego panowania nad swoim ciałem, umysłem i emocjami.

Bardzo pomocne w odkrywaniu powodów zachowań dzieci są listy nazw emocji i potrzeb. Odkryłam je dzięki literaturze i warsztatom uczącym Porozumiewania się bez Przemocy (i do niej zainteresowanych odsyłam). Pomocne są dlatego, że przypominają nam, jak wiele różnych odcieni emocji dzieci mogą czuć (poza podstawowymi radością, smutkiem i złością ;) oraz jak wiele różnych niezrealizowanych potrzeb może się ukrywać za krzykiem, płaczem, szturchnięciem, ugryzieniem lub odmową.

Każde zachowanie dziecka ma jakiś cel i sens. Ten cel zawsze służy zaspokojeniu potrzeb – zabawy, eksploracji, relacji, bliskości, poczucia własnej wartości, poczucia, że mam wpływ na swoją przestrzeń, że mogę decydować o sobie, potrzeby bezpieczeństwa, akceptacji, miłości etc. Każda z tych potrzeb jest dobra. Tylko strategie ich zaspokajania bywają „mało doskonałe”.

Pułapką w myśleniu dorosłych bywa założenie, że ta niedoskonała strategia była podyktowana złą intencją dziecka: „ono chciało uderzyć”, „chciało zabrać”, „chciało zniszczyć”. „Przecież wie, że tak nie wolno, więc skoro tak robi, to pewnie robi na złość”. Jeszcze większą pułapką bywa kontynuacja poprzedniej myśli – „jeżeli go nie ukarzę, to się nie nauczy”.

Co do intencji dziecka – mam takie zdanie, że nie można mieć pewności, dopóki się o intencję dziecka nie zapyta i nie upewni, czy to właśnie ta. Wiem natomiast, że zakładanie dziecku złej intencji z reguły wywołuje naszą – dorosłych - złość, prowokując do zachowań, które niestety, nie pomagają dzieciom uczyć się na podstawie własnych doświadczeń. Dodatkowo przekonanie o słuszności kary i skuteczności kary sprawiają, że „karny jeżyk” i „czarna kropa” w przedszkolach wciąż są obecne.

Mieć świadomość własnej perspektywy.

Każde zachowanie dziecka wywołuje w nas dorosłych emocje. One natomiast informują nas o tym, co w tych trudnych sytuacjach jest dla nas ważne – by dzieci były bezpieczne, by potrafiły się bawić bez sprawiania sobie przykrości, by mieć poczucie, że ma się kompetencje do zaradzania takim sytuacjom, etc. Bez względu na to, co kieruje naszym zachowaniem, warto mieć świadomość, że nie jest to bezpośrednio zachowanie dziecka. Że odpowiedzialność za moje zachowanie ponoszę ja a nie dziecko, które moją reakcję „sprowokowało”.

W nazywaniu dzieci niegrzecznymi (agresywnymi, lękliwymi, złośliwymi, etc.) chyba największą niezgodę mam wobec tego, że te słowa mieszczą w sobie nasze emocje, nasze niezaspokojone potrzeby i czasem też nie do końca uświadomione motywy działania, uzurpując sobie prawo, do bycia informacją na temat samego dziecka.

Tymczasem ocena dorosłego jest niczym innym jak osobistym stanowiskiem wobec doświadczanej sytuacji. I najwięcej mówi o stosunku dorosłego do zaistniałej sytuacji, a nie samym dziecku.

Słowa mają znaczenie

Co by było, gdybyśmy w reakcji na zaistniałą sytuację między dziećmi lub między dorosłym a dzieckiem skupili się na tym:

  • co się właśnie stało?
  • co sam/a w związku z tym czuję?
  • co chcę zrobić i dlaczego?

Kiedy piszę o tym co się stało, mam na myśli fakty - niezaprzeczalne i niebudzące niczyich wątpliwości (ani oporów) opisy zdarzeń. Faktem na przykład będzie, to, „że dzieci bawiły się obok siebie i jedno wzięło zabawkę, którym chwilę wcześniej bawiło się to drugie”. Faktem będzie to, że „dziecko usiadło na krzesełku i układało puzzle w czasie gdy inne dzieci bawiły się na dywanie”. Faktem będzie to, że „zabawki leżą na dywanie a pudełko obok”. „Wyrwanie zabawki”, „bycie agresywnym wobec kolegi”, „bycie nieśmiałym”, „robienie bałaganu” faktami już nie są.

Po co skupiać się na faktach?

Opisywanie zachowań dzieci językiem faktów ma co najmniej kilka korzyści:

  • pomaga nam dorosłym mniej się “nakręcać”,
  • pomaga nam dorosłym rozmawiać ze sobą o zachowaniu dzieci w bardziej neutralnym tonie niż oferuje to język oceniający,
  • pomaga nam dorosłym mówić do dzieci w sposób, który nie prowokuje ich reakcji obronnych,
  • jest dobrym punktem wyjścia do bardziej realnego widzenia sytuacji,
  • pomaga skupić się na szukaniu rozwiązań, a nie winnych.

Kiedy piszę o tym, by zadać sobie pytanie „dlaczego chcę zareagować w jakiś sposób?”, chodzi mi o to, by upewnić się, jaki jest mój cel? Czego chcę, by dzieci dowiedziały się o sobie dzięki mojej reakcji? W czym ma im to pomóc? Czego chcę by dowiedziały się o mnie? Czego chcę by dowiedziały się o moim stosunku do nich? Co mają wynieść dla siebie z tej sytuacji?

Z odpowiedzi na powyższe pytania wynikną jakościowo różne reakcje wobec dzieci, i konsekwencje dla naszej z nimi relacji.

Kiedy zamiast „zachowałeś się niegrzecznie” zapytam: „chyba bardzo chciałeś pobawić się tą zabawką i dlatego wziąłeś ją Kubie?”, „przestraszyłeś się, że ktoś Ci zabierze zabawkę dlatego tak głośno zaprotestowałeś?”, „zrobiło ci się przykro że nie mogłeś się bawić, tym czym byś chciał, dlatego płakałeś?”, „Wojtek głośno mówi, a Ty tego chyba nie lubisz, dlatego usiadłaś przy stoliku a nie na dywanie?” , „przestraszyłeś się że zabierze Ci zabawkę, więc chciałeś go powstrzymać?” - zamiast reakcji obronnej - mam szansę uzyskać kontakt z dzieckiem, jego uwagę i większą otwartość na przyjęcie moich słów.

Pytanie siebie o motywy własnego postępowania nie jest proste, ale nie jest też niemożliwe ☺

Jest z pewnością jednym z kroków, który może pomóc przejąć nam dorosłym większą odpowiedzialność za własną reakcję i wypowiadane do dziecka słowa. Może też zapoczątkować poszukiwanie alternatywnych zachowań wobec kar i ocen, których brak jest w stanie pomóc dzieciom faktycznie zobaczyć swoje cele, podjąć refleksję nad sposobem ich osiągania i dzięki wspólnym wysiłkom zacząć rozwijać nowe, dojrzalsze zachowania. Jeżeli zainteresował Ciebie ten wpis to zachęcam do przejścia na podstronę, gdzie poznacie mnie jako dobrego psychologa dziecięcego